Oskar i pani Róża – życie jest cudem!

“Oskar i pani Róża” to jedna z tych książek, które na pewno warto przeczytać i przemyśleć. Autor Eric Emmanuel Schmitt, francuski pisarz i filozof podejmuje w niej trudny temat umierania chorego na białaczkę dziesięcioletniego chłopca. To opowieść o dwunastu ostatnich dniach Oskara. Ale to nie tylko książka o śmierci. Przede wszystkim jest to powieść o życiu i jego cudowności, a także o przyjaźni, miłości, wierze i stosunku człowieka do Boga.

Co zainspirowało E.E. Schmitta?

Pisarz wspomina, że kiedy był małym chłopcem, bardzo dużo czasu spędzał w szpitalu. Nie dlatego, że chorował, ale dlatego że jego ojciec był lekarzem i często zabierał go ze sobą do pracy. Siłą rzeczy od dzieciństwa obserwował pacjentów i ich rodziny. We Francji wolontariuszki pracujące w szpitalach noszą różowe fartuchy lub koszule, stąd określenie madame Rose – pani Róża. Inspiracją stała się dla pisarza jego przyjaciółka, która była właśnie taką wolontariuszką opiekującą się chorymi dziećmi.

Temat tabu

Sam autor był przekonany, że nikt nie będzie chciał czytać jego książki, ponieważ poruszała ona temat tabu -trudny, niewygodny, o którym się nie mówi albo mówi niechętnie i oględnie. Chciał jednak napisać tekst bardzo bliski swemu sercu, opowieść nie tyle o śmierci, co o ogromnym apetycie na życie. Książka mimo obaw pisarza spotkała się z bardzo dobrym odbiorem zarówno wśród dorosłych jak i wśród dzieci. Można powiedzieć, że temat tabu został oswojony, choć niepozbawiony głęboko filozoficznego podejścia. We Francji i w innych krajach ludzie często dają sobie tę książkę w prezencie. Podobnie jak “Małego Księcia” czytają “Oskara i panią Różę” i chcą ją ofiarować komuś, kogo kochają. Tak ważna i uniwersalna stała się ta powieść. Jest lekarstwem na lęk przed śmiercią i na lęk przed życiem.

Oskar i pani Róża jako powieść epistolarna

“Oskar i pani Róża” to powieść skonstruowana w formie listów. Składa się z 14 listów do Boga, z czego 13 napisał Oskar, a ostatni napisała pani Róża już po śmierci chłopca. Listy są różnej długości w zależności od tego, co Oskar akurat przeżywał i ile miał sił na pisanie. Jego ostatni list jest bardzo krótki:

Szanowny Panie Boże,
Sto dziesięć lat. To dużo. Chyba zaczynam umierać.

Oskar

Kim są bohaterowie książki?

Głównym bohaterem jest oczywiście Oskar. Chłopiec ma 10 lat. Jest chory na białaczkę. Lekarze nie mogą uratować jego życia. Pozostało mu tylko 12 dni. Koledzy nazywają go Jajem, ponieważ jest zupełnie łysy. Równie ważną postacią jest pani Róża, którą Oskar nazywa ciocią Różą. Ona sama przedstawia się swojemu małemu podopiecznemu jako była zapaśniczka, niepokonana Dusicielka z Langwedocji. Dzięki niej Oskar stawał się silniejszy. To ona podsunęła mu też pomysł, żeby każdy dzień swojego życia traktował jak 10 lat i żeby o swoich troskach, wątpliwościach i przeżyciach opowiadał Panu Bogu w listach. Oto fragment listu Oskara, w którym chłopiec cytuje ciocię Różę:

-Byłam zapaśniczką! Nazywano mnie Dusicielką z Langwedocji.
Od tej pory, kiedy dopada mnie chandra i kiedy jest pewne, że nikt nas nie może usłyszeć, ciocia Róża opowiada mi o swoich walkach: Dusicielka z Langwedocji przeciw Rzeźniczce z Limousin, o tym, jak przez dwadzieścia lat zmagała się z Diaboliką Sinclair, Holenderką, która miała piersi jak pociski, a przede wszystkim o spotkaniu w turnieju o puchar świata z Ullą Ullą, zwaną Suką z Hamburga, której nikomu nie udało się pobić, nawet Stalowym Udom, wielkiej mistrzyni cioci Róży z czasów, kiedy była zapaśniczką. Te wszystkie opowieści wprawiają mnie w rozmarzenie, wyobrażam sobie moją znajomą,
drobną, trochę trzęsącą się staruszkę w różowym fartuchu na ringu, jak
rozkłada na cztery łopatki olbrzymki w obcisłych trykotach. Wydaje mi się, że to ja. Staję się najsilniejszy. Mszczę się.

Oprócz głównych bohaterów występują tu też rodzice Oskara, doktor Dusseldorf, koleżanki i koledzy chłopca, którzy tak jak on są pacjentami szpitala:

Bekon – naprawdę ma na imię Yves. Nazywają go tak, bo jest poparzony. Nocami krzyczy, jęczy i wije się z bólu. Pomaga Oskarowi w ucieczce.

Einstein – ma dwa razy większą głowę od innych, stąd przezwisko (cierpi na wodogłowie). Gra w szachy z Oskarem. Pomaga mu w ucieczce.

Pop Corn – dziewięcioletni chłopiec leczący się z otyłości (waży 98 kg). Ciągle jest głodny, a Oskar i jego koledzy nie wierzą, że kiedyś przestanie być gruby i dokarmiają go słodyczami. Umie otwierać zamki, bo wychowywał się na biednym osiedlu. Pomaga Oskarowi w ucieczce – włamuje się do samochodu cioci Róży.

Sandrine – nazywana „Chinką”, bo nosi perukę z czarnych, błyszczących włosów z grzywką (choruje na białaczkę i nie ma włosów). Oskar całuje się z nią – po raz pierwszy w życiu „naprawdę”.

Brigitte – dziewczynka chora na zespół Downa. Bardzo uczuciowa. Oskar – na złość Peggy Blue – pozwala jej się całować.

Peggy Blue – „niebieska dziewczynka” (ma błękitną skórę z powodu choroby krwi). Mało mówi, dużo się uśmiecha, pachnie orzechami laskowymi i ma gładką skórę. Kocha Oskara i zgadza się, aby to on (nie zaś Pop Corn) bronił jej przed duchami. Zostaje poddana operacji – z powodzeniem i staje się „różowa”. Oskar zaprzyjaźnia się z jej rodzicami. Peggy Blue pasjonuje się chorobami – razem z Oskarem czyta słownik medyczny. Kilka dni przed jego śmiercią opuszcza szpital.

Oskar i pani Róża – język powieści

O języku powieści Erica Emmanuela Schmitta można powiedzieć, że jest różnorodny i żywy. Bóg, do którego zwraca się w swoich listach Oskar, jest postacią tajemniczą. Z początku chłopiec powątpiewa, zastanawia się, czy on w ogóle istnieje. Każdy list zaczyna się od formalnego zwrotu: “Szanowny Panie Boże”, ale dalej Oskar traktuje Boga bardzo bezpośrednio, używa języka potocznego, bez lęku czy zawstydzenia. W tekście występują kolokwializmy, a nawet wulgaryzmy: “objechać”, “lipa”, “dupa blada”, które mają na celu uwiarygodnić opisane sytuacje. Pośrednio charakteryzują też bohaterów.

Oskar i pani Róża – inspirujące cytaty:

1. Podziel się z nim swoimi myślami. Myśli, których się nie zdradza.,
ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić. Staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz.

2. -W moim kraju, Oskarze, jest taka legenda, która mówi, że z ostatnich dwunastu dni roku można odgadnąć pogodę, jaka będzie panowała przez dwanaście miesięcy nadchodzącego roku. Dziewiętnasty grudnia odpowiada styczniowi, dwudziesty grudnia to luty, i tak dalej, aż do trzydziestego pierwszego, który zapowiada grudzień następnego roku.

– I to jest prawda?

– To jest legenda. Legenda, o dwunastu proroczych dniach. Chciałabym, żebyśmy się w coś takiego pobawili. A zwłaszcza ty. Od dzisiaj będziesz bacznie obserwował każdy dzień, mówiąc sobie, że ten dzień to jakby dziesięć lat.

3. – Czemu twój Pan Bóg, ciociu, pozwala, żeby istnieli tacy ludzie jak Peggy i ja?

– Całe szczęście, że powołuje was do życia, Oskarku, bo bez was świat
nie byłby taki piękny.

4. Cieszyłem się, bo Peggy wciąż była niebieskawa. Doktor Dusseldorf
zajrzał na chwilę, potarł sobie brwi i powiedział, że za parę godzin to się zmieni. Spojrzałem na matkę Peggy, która nie jest niebieska, a mimo to jest bardzo ładna i pomyślałem, że właściwie moja żona Peggy może mieć kolor, jaki zechce, a ja i tak będę ją kochał.

5. Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami. Kryją w sobie
tajemnicę. Do każdej odpowiedzi trzeba dodać „być może”. Tylko na
nieciekawe pytania można udzielić ostatecznych odpowiedzi.

6. – Niech pan nie robi takiej miny, doktorze Dusseldorf. Będę z panem
szczery, bo zawsze uczciwie brałem lekarstwa, a pan skrupulatnie próbował zwalczyć moją chorobę. Niech pan się nie zachowuje, jakby czuł się winny. To nie pana wina, że musi pan oznajmiać ludziom złe nowiny, choroby o łacińskich nazwach i to, że nie ma ratunku. Niech pan sobie odpuści. Niech pan się wyluzuje. Nie jest pan Panem Bogiem. To nie pan rozkazuje naturze. Pan tylko stara się naprawiać.

7. Wpatrywałem się w światło, w kolory, drzewa, ptaki, zwierzęta.
Czułem, jak powietrze wpada mi w nozdrza i sprawia, że oddycham.
Słyszałem głosy rozbrzmiewające w korytarzu jak pod kopułą katedry. Czułem, że żyję. Drżałem z rozkoszy. Co za radość żyć. Byłem zachwycony.

8. Próbowałem tłumaczyć rodzicom, że życie to taki dziwny prezent. Na
początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. Ja, który mam sto lat, dobrze wiem, o czym mówię. Im bardziej się człowiek starzeje, tym większym smakiem musi się wykazać, żeby docenić życie. Musi być wyrafinowany, stać się po trosze artystą. Byle kretyn może cieszyć się życiem w wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję.

Dodaj komentarz