Słowa, słowa, słowa…

Kilka lat temu byłam na wykładzie znanego polskiego językoznawcy pana profesora Jerzego Bralczyka. Wykład trwał ponad dwie godziny i przez cały ten czas profesor potrafił utrzymać 100% uwagi słuchaczy. Logika wywodu, umiejętność stopniowania napięcia czy wplatania między trudne fragmenty z wiedzy o języku lekkich, zabawnych anegdot to sztuka do pozazdroszczenia. Do dzisiaj pamiętam dowód, że słowa w języku polskim samym swoim brzmieniem wiele mówią o przedmiocie, który nazywają. Taka szklanka. Czyż nie nazywa rzeczy kruchej i delikatnej? A kubek – czyż nie mówi o naczyniu o grubych ściankach? Bardzo mi się to spodobało.

W języku polskim są na przykład słowa szemrzące: szmery, trzaski; słodkie: pierniczek, miód, cukierki; lekkie: duch, westchnienie, motyl; mroczne: groby, lochy, smoła; a nawet mokre: chlapać, kropla, plusk. Jeśli pojedyncze słowa tak działają na emocje i wyobraźnię, to co dopiero połączenia słów! Umiejętnie dobrane tworzą piękne wiersze, poruszające przemówienia, fascynujące wykłady.

Według mnie słowa mają siłę, ale również o niemocy słów wiele już powiedziano, napisano, a nawet wyśpiewano:

„Piękne słowa mówią wszystko, ale nie znaczą nic, nie znaczą nic.” – śpiewa popularny polski piosenkarz, stawiając czyny ponad słowami.

Znowu w dramacie „Romeo i Julia” W. Szekspira bohaterka dywaguje: „Cóż znaczy nazwa? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą nie mniej by pachniało.”

„Słowa są źródłem nieporozumień” – przekonuje Małego Księcia lis.

Ludzie, którzy mówią o swojej relacji, że rozumieją się bez słów, podkreślają w ten sposób siłę łączącej ich więzi.

Czyżby słowa rzeczywiście tak niewiele znaczyły?

Być może takie przekonanie bierze się z tego, że niewielu posiada, parafrazując Słowackiego, umiejętność doskonałego wyrażania myśli za pomocą słów.

Chodzi mi o to, aby język giętki

Powiedział wszystko, co pomyśli głowa.

A czasem był jak piorun jasny, prędki

A czasem smutny jako pieśń stepowa,

A czasem jako skarga nimfy miętki,

A czasem piękny jak aniołów mowa…

Aby przeleciał wszystko ducha skrzydłem

Strofa winna być taktem a nie wędzidłem”.

/Juliusz Słowacki „Beniowski”/

Jeśli taki mistrz jak Słowacki podkreślał, jak trudną sztuką jest ubieranie myśli we właściwe słowa, cóż ma powiedzieć przeciętny użytkownik języka? Często nie potrafimy się wysłowić, brakuje nam „języka w gębie” i mówimy: „po prostu brak słów” albo „szkoda gadać”.

Bogacenie własnego słownictwa nie jest rzeczą prostą, bo to trzeba dużo czytać, a czytelnictwo w naszym kraju nie stoi najlepiej. A jeszcze dobrze byłoby mieć pewien rodzaj wrażliwości językowej, co jest kwestią osobowości i, z tego co obserwuję, cechą niepowszechną. Sprawy nie ułatwiają współczesne narzędzia służące komunikacji. Chociaż może to nie wina komunikatorów lecz pośpiechu, skrótów myślowych czy panującej obecnie językowej swobody obyczajów dopuszczającej publiczne stosowanie wulgaryzmów czy innych „izmów”. Nie oceniam tego stanu rzeczy. Stwierdzam, co wszyscy mogą zaobserwować, przeglądając chociażby komentarze na facebooku.

Mimo wszystko dobrze jest i pożytecznie umieć świadomie posługiwać się językiem. Mieć na tyle bogate słownictwo, by łatwo i precyzyjnie móc wyrażać swoje potrzeby, opinie, refleksje, uczucia. A przy okazji rozumieć i prawidłowo odczytywać intencje innych osób. Retoryka jest jedną z najstarszych sztuk. Pozwala na skuteczne osiąganie celów, wywieranie wpływu, nie mówiąc o manipulacji. Słowa są tworzywem poetów, pisarzy, myślicieli, mówców, dziennikarzy i polityków. Ze słów zbudowana jest mądrość ludzi.

Stoję na stanowisku, że słowa mają wielką siłę. Pewnie to truizm, ale wszyscy wiemy, że używając odpowiednich słów możemy motywować siebie i innych, nagradzać, ale także ranić czy prowokować konflikty. Nie zależy to wyłącznie od chęci, lecz przede wszystkim od zasobu słów jakim dysponujemy i umiejętności posługiwania się językiem. Ileż to razy nieopatrznie wypowiedziane słowo, kiedy już padło, stało się kością niezgody? No cóż… “co z gęby wypadło, to i przepadło” – mówi polskie przysłowie.

We fragmencie Ewangelii św. Jana czytamy:

Na początku było Słowo,

a Słowo było u Boga,

i Bogiem było Słowo.

Ono było na początku u Boga.

Wszystko przez Nie się stało,

a bez Niego nic się nie stało,

co się stało.

W Nim było życie,

a życie było światłością ludzi,

a światłość w ciemności świeci

i ciemność jej nie ogarnęła.

Umieć pięknie mówić, pisać i uważnie słuchać to wielka sztuka. Warto ją zgłębiać, bo jest bardzo pomocna w życiu. Przeciętny człowiek używa codziennie kilkunastu tysięcy słów. Złośliwi twierdzą, że kobiety dwa albo nawet trzy razy więcej niż mężczyźni, ale to mity, trudne do udowodnienia.

Jakby nie patrzeć na poruszane w tym artykule zagadnienie, zawsze przed słowem powinna wystąpić myśl. A jeśli nie występuje, warto kierować się znanym przysłowiem, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Rzeczywiście czasem lepiej jest milczeć i być podejrzewanym o głupotę, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości;)

2 myśli na temat “Słowa, słowa, słowa…”

  1. Podobno człowiek, który potrafi umiejętnie posługiwać się językiem, może osiągnąć wszystko. Szkoda, że tak mało ludzi zdaje sobie sprawę z mocy władania językiem.
    Dziękuję za ten wpis, akurat jutro mam odpowiedź maturalną z polskiego i takiej motywacji mi było trzeba! Pani chyba czyta w myślach. Czy to kolejna moc, zaraz po umiejętnym wysławianiu się? 😉 Pozdrawiam i ściskam mocno! 🙂

Dodaj komentarz