Reforma edukacji w praktyce

No to się zaczęło. Jutro ostatni dzień tego zwariowanego tygodnia. Reforma w toku. Kręci mi się już w głowie.

pytania

Moje gimnazjum zostało włączone do szkoły podstawowej, która jest tuż obok. Mam nową szefową, a grono pedagogiczne powiększyło się do ponad 80 nauczycieli. Pracuję w dwóch budynkach. W porównaniu do wielu innych nauczycieli w kraju mam szczęście. Budynek A nie jest bardzo oddalony od budynku B, więc przerwa między lekcjami wystarcza na przejście z jednego do drugiego. Ponieważ większość nauczycieli chodzi między budynkami, mamy dwa razy więcej dyżurów między lekcjami. Niewiele zostaje przerw na chwilę odpoczynku. Przykładowo wczoraj na 5 lekcji miałam 4 dyżury. Inni nauczyciele mają podobnie. Pełna koncentracja przez tak długi czas jest niesamowicie wyczerpująca. Zwłaszcza że dzieci w szkole podstawowej generują naprawdę spory hałas i zamieszanie. Prawdę mówiąc, do budynku B, gdzie wcześniej było gimnazjum, a teraz mam lekcje z klasami gimnazjalnymi, chodzę odpocząć.

Do tego dochodzą zmiany dotyczące funkcjonowania szkoły. Cała masa nowych ustaleń, przepisów, regulaminów i zasad. Nowa podstawa programowa, nowe – stare lektury, które moje i poprzednie pokolenie pamięta ze szkoły… np. „Janko Muzykant” Sienkiewicza. Całe szczęście że mamy ten sam dziennik elektroniczny, a nauczyciele ze szkoły podstawowej pomagają i wprowadzają nas w te nowości, wysyłając dziesiątki wiadomości i załączników.

chaos

Do tego ani ja, ani uczniowie klasy czwartej nie mamy jeszcze podręczników. Szukam więc na własną rękę pomocy, drukuję i kseruję karty pracy.

W wyniku reformy miały powstać małe, kameralne szkoły podstawowe. Kiepski żart. Póki co codziennie próbujemy zapanować nad chaosem i nad sobą. Pozytywne jest to, że nauczyciele byłego gimnazjum i podstawówki współpracują ze sobą. Przynajmniej u nas. Chociaż nikt zadowolony z tych zmian nie jest. No cóż.. teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo uczniów i to żebyśmy wszyscy nie powariowali.

Dodaj komentarz